Gazetka szkolna

PRZERWA

Święta

gdy puchowy bałwanek stoi już na ganku
gdy dzieci kolędują od domu do domu
gdy w sercu masz miłość i myślisz o domu rodzinie i ciepłym kominku
gdy pierwsza gwiazdka już świeci na niebie
gdy obie ciotki kłócą się o ciasto
a ojciec przynosi ogromną choinkę
gdy już Mikołaj pospiesza na saniach
a renifery cicho śmieją się z Rudolfa

wtedy już wiesz
na pewno wiesz
że to właśnie oczekiwane święta

(Oktawia Rębisz I„j”)

W NUMERZE ŚWIĄTECZNYM NASZEJ GAZETKI:

 WRESZCIE JĄ MAMY − NOWOCZESNĄ HALĘ SPORTOWĄ

 CZYM SĄ DLA NAS ŚWIĘTA − DZIELIMY SIĘ SWOIMI REFLEKSJAMI

 WYWIAD Z PROF. B. MOTYKĄ

 KĄCIK POETYCKI

GDY MARZENIE STAJE SIĘ RZECZYWISTOŚCIĄ…

W poniedziałek, 15 grudnia 2008 roku, odbyło się uroczyste otwarcie nowej hali sportowej w naszym liceum. O godzinie 10.35 odświętnie ubrani uczniowie wraz z wychowawcami zasiedli na trybunach najnowocześniejszego obiektu sportowego w Stalowej Woli.

Uroczystość rozpoczęła się gromkimi brawami uczniów, którzy w ten sposób pragnęli podziękować wszystkim zaangażowanym w powstanie hali sportowej. Następnie wprowadzono sztandar szkoły, a chór odśpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Po hymnie głos zabrał dyrektor liceum – Mariusz Potasz, który przywitał przybyłych na tę uroczystość gości: posłów − Renatę Butryn i Antoniego Błądka, Zygmunta Cholewińskiego – Marszałka Województwa Podkarpackiego, Ryszarda Andresa – przewodniczącego Rady Powiatu, Wiesława Siembidę – starostę stalowowolskiego, Janusza Zarzecznego – wiceprzewodniczącego Zarządu Powiatu, wójtów i przedstawicieli gmin należących do powiatu stalowowolskiego, Zofię Igras – dyrektor Wydziału Edukacji Ponadgimnazjalnej i Ustawicznej, radnych powiatu obecnej i poprzedniej kadencji, Mariana Dejwóra – prezesa firmy „Stalprzem”, Edmunda Myszkę – przewodniczącego Rady Rodziców, Marka Karbarza − absolwenta naszej szkoły, Mistrza Świata w roku 1974, zaprzyjaźnione firmy i instytucje, współpracujące z naszym liceum, oraz wszystkich nauczycieli i uczniów.

ZDJĘCIE 1

Po powitaniu przez pana dyrektora głos zabierali kolejno prawie wszyscy goście. Podziękowaniom i gratulacjom wspaniałej inwestycji nie było końca. Zebrani dowiedzieli się o szczegółach przedsięwzięcia, m.in. o cenie obiektu, zarządzie, który podjął decyzję o budowie, i sponsorach. Pani poseł przekazała na ręce pana dyrektora życzenia od Ministra Sportu i Turystyki – Mirosława Drzewieckiego, a pani Zofia Igras – list od pana Jacka Wojtasa, Kuratora Oświaty. Przewodniczący Rady Rodziców nazwał halę „pomnikiem dla uczniów” i zaprosił decyzyjnych i sponsorów na mecz. Następnie zaproszeni goście wraz z dyrektorem szkoły i przewodniczącą Samorządu Uczniowskiego przecięli wstęgę, uroczyście otwierając nową halę sportową, a ksiądz Edward Madej, proboszcz z kościoła Matki Bożej Królowej Polski, pobłogosławił ją i poświęcił.

ZDJĘCIE 2 (komentarz pod zdjęciem: PRZECINANIE WSTĘGI)

Po wyprowadzeniu sztandaru rozpoczęła się część artystyczna. Na początku zatańczył zespół taneczny, a następnie wniesiono flagę Szkolnego Związku Sportowego i flagę olimpijską.. Publiczność miała okazję zobaczyć taniec kół olimpijskich w wykonaniu uczennic naszego liceum.

ZDJĘCIE 3 (komentarz pod zdjęciem: NASZE KÓŁKA OLIMPIJSKIE)

Następnie uczniowie przenieśli nas w świat starożytnych Greków, którzy jako pierwsi głosili ideę równomiernego rozwoju ciała i ducha.
Później nastąpiło sportowe otwarcie sali. Zaproszeni goście oddali rzut do kosza. Najwięcej emocji wzbudziły wśród uczniów celne rzuty pana dyrektora. Swoje umiejętności w dalszej części artystycznej zaprezentowali również: dwie pary taneczne, które zatańczyły walca angielskiego, tango, quickstepa, foxtrota, sambę, rumbę, paso doble i cha-che, członkowie klubu karate „Bushido”, zespół taneczny „Perełki” oraz grupa capoeira.
ZDJECIE 4

Całość zakończyła piosenka „We are the champions” w wykonaniu szkolnego chóru.

(tekst: Maria Guźla I„i”
fot. Dominika Partyka I „i”)

CZAS NA INTERWIEW

Prof. Bogusław Motyka, powszechnie znany i lubiany nauczyciel matematyki,
chętnie udziela odpowiedzi na pytania dociekliwych humanistek z klasy I„i”.

Czy zamieniłby Pan Profesor swój zawód na inny?
W tej chwili już nie, chyba żebym miał z 30 lat mniej…

A jaki to by był?
Nie zastanawiałem się nad tym…

Jaka jest Pana pasja poza matematyką?
Matematyka nie jest moją pasją − to przesada.
W wolnym czasie bardzo lubię oglądać mecze, uwielbiam grzybobranie, również taniec.

Najgorszy moment w karierze nauczyciela…
Trudno odpowiedzieć, z reguły jestem optymistą i nie rozpamiętuję złych momentów.

Uczeń, który utkwił Panu w pamięci…
Konrad M., osoba wybitna, znakomity pianista.
Wspominam te osobę bardzo ciepło, choć z matematyki nie wyróżniał się wiedzą
(nadal utrzymujemy ze sobą kontakt).

Jakie ciekawe bądź śmieszne wypowiedzi uczniów utkwiły Panu w pamięci?
Można powiedzieć, że jest to rozległa rzeka (śmiech).

Co jest najbardziej irytujące w zachowaniu uczniów?
Bezmyślność wynikająca z lenistwa, lenistwo umysłowe.

Jak Pan wspomina wszystkie lata spędzone w naszej szkole?
Lata spędzone w tej szkole wspominam bardzo miło, trudno byłoby inaczej, skoro przez 34 lata jestem otaczany samymi sympatycznymi ludźmi.

Jak spędzi Pan najbliższe święta Bożego Narodzenia?
Jadę z żoną do córki i wnuczka Adasia do Warszawy.

Czy dostrzega Pan różnice w tym, jak Pan spędzał święta w dzieciństwie, a jak teraz? Czy zaszły jakieś zmiany?
Praktycznie bez zmian. Tradycja świąteczna jest nadal podtrzymywana jak kiedyś. Nie odważyłbym się wskazać różnicy, wręcz uważam święta Bożego Narodzenia za takie same. Nawet potrawy wigilijne mają wciąż ten sam smak.

Dziękujemy za rozmowę
Katarzyna Idec I„i”
Dominika Wołoszyn I„i”

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA…

Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej…
Jedni z nas zapytają: i co z tego? Drudzy zapewnią, od jak dawna ich wyczekują. Jest to bez wątpienia magiczny czas, budzi jednak tyleż radości, ile sporów.

Każdy z doświadczenia wie, jak święta wyglądają. Dom pełen dzieci i krewnych, dużo przygotowań, dużo hałasu i okazuje się, że cały wysiłek idzie na marne, gdyż to wszystko, nad czym tak ciężko pracowaliśmy, zostaje zepsute i skonsumowane w ciągu dwóch, trzech godzin. Czy więc warto?
Jaki stosunek do świąt mamy obecnie? Czy w przyszłości będziemy mogli opowiadać swoim dzieciom o niesamowitych przeżyciach związanych z wigilijną kolacją? A może te prawdziwe, niezapomniane czasy świątecznych spotkań z rodziną odeszły w zapomnienie, a zastąpiły je „sztuczne” święta. Święta polegające wyłącznie na kupowaniu prezentów, myśleniu o pieniądzach i kłótniach przy stole.
Wielu młodych ludzi twierdzi, że nienawidzi świąt, a rodzice surowo ich za to ganią. Może jednak młodzi mają rację – w pewnym sensie – ponieważ nie zaznali prawdziwej radości tego magicznego czasu, a jedynie namiastki plastikowych, błyszczących i pełnych konsumpcjonizmu „świąt”. Nie są to nawet święta Bożego Narodzenia. Raczej − Święta Błyszczących Bombek lub Święta Nowego Drogiego Prezentu Który Pewnie Otrzymam. Niestety, wszystko się zmienia, czy tego chcemy, czy nie. Czasami są to zmiany na dobre, czasami nie. Nie jest tak źle w sytuacji, kiedy dostrzegamy te zmiany, cieszymy się z tych dobrych, staramy się usunąć całe zło, które zostało dokonane. Problemy zaczynają się wtedy, kiedy przestajemy dostrzegać rzeczy oczywiste i przyjmujemy wszystko bez mrugnięcia okiem. No i wtedy zaczynają się nasze problemy. Choć czasami tego też nie zdążymy zauważyć pomiędzy jednymi a drugimi zajęciami.

Całą rodzinę ogarnia masowa panika, ludzie biegają po sklepach z obłędem w oczach, wszystkie media od rana do wieczora trąbią o tym samym. Nie, to nie stan wojenny. To święta.
„Boże Narodzenie tuż-tuż” − wołały do mnie wystawy sklepowe już w listopadzie. Jeszcze trochę, a nie zdziwią mnie nawet wielkanocne zajączki w styczniu. Najchętniej nie wchodziłbym do sklepów aż do sylwestra, jednak wizja śmierci głodowej przed osiemnastką przekonuje mnie do zakupów. Po wejściu do środka po oczach uderza mnie „magia świąt” − setki plastikowych śmieci po cenach promocyjnych. Miniaturowe mikołaje, choinki, Jezus w żłobku po 1.20 zł, śnieg w sprayu (alternatywa na święta bez tego prawdziwego) oraz cały regał zbędnych gratów z serii „Made in China”. Wszystko okraszone girlandami, bombkami i pięknym kolorowym napisem „PRZECENA”. W głośnikach słyszę „Last Christmas”. Przysięgam sobie, że jeśli jeszcze raz usłyszę głos George'a Michaela w tym roku, wyrzucę radio przez okno. Dochodzę do kasy. Po zawartości koszyków sześciu osób przede mną stwierdzam, że szykują sie na jakiś kataklizm. 40-letni mężczyzna ze łzami w oczach podaje kasjerce ostatnie pieniądze z portfela, gdy jego żona w międzyczasie dorzuca wszystko, co przecenione i najmniej potrzebne. Ich dziecko płacze, bo rodzice nie chcą mu kupić pod choinkę nowego zestawu klocków, które i tak do końca stycznia skończą za szafą. Pozostali w kolejce spoglądają na zegarki z niecierpliwością, narzekając na kasjerkę pracującą dwie zmiany, „bo za wolno kasuje”. George Michael jak na złość nie chce skończyć. Zaiste, magia świąt.

Budząc się 24 grudnia (a raczej: zostając obudzonym) mam ochotę zabunkrować się w domu na 3 dni. Rodzice nie podzielają jednak mojego zdania, okazując to coroczną poranno-wigilijną przemową pod tytułem: „Święta to czas jedności z rodziną, więc zjednocz się z rodziną, bo rodzina jest po to, aby się z nią jednoczyć”. Moje jednoczenie się ma − jak co roku − polegać na uśmiechaniu się, rzucaniu wymijających odpowiedzi na pytanie „jak w szkole?” i zapewnianiu babci, że rozważam pójście do seminarium w przyszłości. A przynajmniej na studia do Torunia. Więcej ode mnie nie wymagają, co jest mi na rękę. Po południu rozpoczynamy pielgrzymkę po rodzinach. Wszędzie czeka na mnie stół pełen jedzenia, co jest najbardziej pozytywną częścią świąt. Przed kolacją jednak czeka na mnie to, czego nienawidzę najbardziej − łamanie się opłatkiem. 365 dni wymyślam, co oryginalnego tym razem powiedzieć, i jak zwykle kończy się na: „zdrowia, szczęścia, pomyślności”. W końcu, co mam powiedzieć osobie, której nie widziałem cały rok i nawet nie wiem, skąd w ogóle znalazła się w mojej rodzinie? Mogę jej życzyć powodzenia w pracy − znając moje szczęście − dopiero co ją wyrzucili. Dlatego ograniczam się do standardowej formułki. Ewentualnie szybko zjadam opłatek w kącie. Reszta rodziny i tak będzie życzyć mi, żeby następny rok był lepszy. Tak jakby interesowało ich, jaki był dla mnie obecny. Nienawidzę łamania się opłatkiem. Gdy żeńska część skończy się rozklejać, siadamy do kolacji. Savoir-vivre nakazuje, by przy stole nie rozmawiać o polityce, religii i biznesie. Jednak dla większości rodzin „sawułar-wiwr” kojarzy się chyba jedynie z eksprezydentem. U nas za to nie rozmawiamy zazwyczaj o niczym. Kilka osób znajdzie wspólny temat, zaś reszta patrzy się w talerz. Ja nie mam tego problemu − jestem zajęty przekonywaniem rodziny, że wyjdę na ludzi.
Wciąż jednak nie widzę prawdziwego sensu świąt. Wydaję mi się, że nie o to w tym wszystkim chodzi. Nikogo już nie obchodzi, skąd wzięły się te wszystkie tradycje (każdy jednak pamięta, że Mikołaj jest z Coca-Coli).
Konsumpcjonizm osiąga maksymalny poziom, zaś całe święta stają się ckliwo-plastikowe. Ludzie są przez to zrzędliwi, sami wpędzając się w ten obłęd. Dla społeczeństwa Boże Narodzenie staje się obowiązkiem, kolejną czynnością do odhaczenia, zaś spotkanie z rodziną, zamiast celem, jest jedynie środkiem. Jak co roku nie potrafię dostrzec tej „jedności”, która jest takim popularnym hasłem w reklamach. Jak co roku zjadam też o 12 potraw za dużo.

Patrząc ze swojej perspektywy, nie mogę doczekać się świąt. W końcu adwent jest tym okresem oczekiwania. Syn Boży przychodzi do nas raz w roku. Z uśmiechem na twarzy daję się ponieść szaleństwom i pośpiechom przedświątecznych przygotowań. Wszystko co roku wydaje się takie same. Nie tylko wydaje się − to jest takie same.
Przygotowania rozpoczynamy od rozplanowania, kogo zapraszamy na święta lub też do kogo jedziemy. Tradycyjnie odbywają się u nas w domu. Zakupy, zakupy. Prawdopodobnie kobiety to lubią, ale kiedy patrzę na ich roztrzepanie, pośpiech, a chwilami nawet bezradność podczas takowych zakupów, zaczynam wątpić w magię świąt. Moim ulubionym momentem szału przedświątecznego są przygotowania kulinarne. Jest to kilka, a nawet kilkanaście godzin, w czasie których mogę się wykazać i coś zrobić, by później nie wypominano mi, że nie zrobiłam nic. Pieczenie ciast, ciasteczek i innych przerozmaitych wypieków. Nie mogę pominąć także moich ulubionych pierogów i równie smacznych uszek, bez których tradycyjnego barszczu przecież nie ma. Szybkim krokiem zbliżamy się do wigilii.
Zaczynają się domowe porządki, których tak naprawdę nie lubię, ale nic nie mogę na to poradzić. Rodzice zaganiani od rana do wieczora. W czasie tego pośpiechu próbuję spytać o coś mamę, ale nie, nie ma szansy na jakiekolwiek rozmowy. Ona teraz nie ma czasu, biega ze ścierką, krzyczy i − co najgorsze − co chwilę przypomina mi o tym, jak mało czasu zostało, i że nie zdążymy wszystkiego zrobić, gdy będę się tak obijała. Po kilkugodzinnych męczarniach porządkowego harmidru mogę spokojnie odetchnąć.
Według tradycji Wigilia musi być spędzona uczciwie, pracowicie i pogodnie, bo przecież rodzice zawsze powtarzają, że „jaka będzie Wigilia, taki będzie cały rok”. Nawet nie mam zamiaru podważać ich zdania.
W końcu nadchodzi ten długo oczekiwany dzień. 24 grudnia wstaję prawą nogą, co rzadko mi się zdarza. Trwają już ostatnie przygotowania. Na pewno w wolniejszym tempie niż w ostatnich dniach. Z głośników cicho dobiegają przyjemne melodie kolęd w wykonaniu najlepszych artystów. Rozkładam obrus i nakrywam do stołu. Rzadko kiedy nasz stół wypełniony jest dokładnie dwunastoma potrawami. Jest ich trochę mniej, a to z tego względu, że mama nigdy nie wie, co ugotować, żeby było dobre i każdemu smakowało. Więc co roku przygotowuje praktycznie to samo. Nareszcie zjeżdża się rodzina. Nie widzieliśmy się przez niemalże cały rok
Dzielenie się opłatkiem, życzenia, chwila refleksji i wymiana zdań z każdym członkiem rodziny. Co roku przeważnie życzy się tego samego, ale na pewno szczerze. No i na reszcie moment, w którym można posmakować każdej potrawy i wszystkich wypieków, które dzielnie przygotowywałam wraz z mamą. Miła atmosfera, żarty wujków, które tak naprawdę mało kogo śmieszą, ale przecież głupio byłoby się nie śmiać. Każdy opowiada o tym, co działo się u niego przez ten czas, kiedy się nie widzieliśmy. Poruszamy ważne i te mniej ważne tematy. Śmiejemy się, śpiewamy. Po kilku godzinach za stołem można chwilę odpocząć i o północy wybrać się do kościoła na pasterkę. Ach ! Nie mogę zapomnieć również o prezentach, jakie czekają na nas pod choinką. Wszyscy robimy sobie miłe niespodzianki, wspólnie otwieramy podarunki, dzielimy się opiniami i refleksjami.
W tym dniu zapomina się o krzywdach, żalach, wybacza się ludzkie błędy i ułomności. Tak mile przeżytych chwil z rodziną nie zapomina się przez długi czas. Pozostaje nam tylko z uśmiechem czekać do kolejnych świąt Bożego Narodzenia.

O tym, w jaki sposób spędzimy święta, tak naprawdę decydujemy MY. Łatwiej jest poddać się presji ogółu, a potem narzekać. Sztuką jest prawdziwe odnalezienie samego siebie w tym wszystkim, dostrzeżenie, czego naprawdę chcemy i uświadomienie sobie, co jest dla nas ważne. Możemy narzekać i mówić, jak okropne są te święta, jak bardzo nie lubimy ich plastikowej namiastki, ale możemy to zmienić! Wystarczy tylko chcieć. Najłatwiej oczywiście jest powiedzieć nie da się’’ albo nie umiem’’, ale trzeba się starać, włożyć trochę pracy, wysiłku i chęci i z niczego można zrobić coś. Całkiem duże coś. Coś, które będzie nas cieszyć przez długi czas, być może nawet do końca naszego życia. Coś, które później będziemy wspominać z rozrzewnieniem i uśmiechem na ustach. Musimy nauczyć się korzystać ze świąt. Iść z duchem przemian, ale nie zatracać w tym wszystkim siebie, pilnować, by nie obudzić się za kilka lat i z przerażeniem nie stwierdzić, że nie jesteśmy osobami, którymi chcieliśmy zostać, że popełniliśmy wiele błędów i nie zrobiliśmy tego, co było potrzebne.
Święta są czasem refleksji. Nieważne, jak okropna w naszym mniemaniu jest nasza rodzina, to… po prostu rodzina, kochamy ją bezwarunkowo. Czas świąt bez względu na to, z jakiej perspektywy na niego się patrzy, powinien być skarbem. I za taki powinniśmy go uważać chociażby po to, by nie zatracić tych magicznych tradycji i nie dopuścić, by zagubiły się te wszystkie piękne obyczaje w coraz większym, bezimiennym i okrutnym świecie, w jakim przyszło nam żyć.
Życzymy Wam niekomercyjnego przeżycia tych świąt i wiele radości ze szczerych i ciepłych spotkań z rodziną.
(Daniela Pawleniak, Magdalena Janiec, Rafał Dudziak I„i”)

KĄCIK POETYCKI

Krótki wiersz

Nie uwierał jej sznur w gardło,
Jak uwierało życie na ziemi
Gdyby można było czas cofnąć,
lecz nic nie można zmienić.

No właśnie...gdyby można było coś zmienić,
zamiast płakać nad jej grobem.
Życie to pojęcie względne
Dla każdej osoby.

Gdyby można było coś zmienić,
ale ubyło o jedno życie na świecie
Tutaj na ziemi.
I zostało tylko pytanie − dlaczego?
Brakuje odpowiedzi.

Zakochani

Zakochani
Zadumani − przechodzą koło nas
Nie liczą gwiazd
Całują chodniki wyklejone datami
Minionych lat.
I wracają myślami,
by coś przeżyć jeszcze raz.

Zakochani,
Nie płaczą nad smętnymi wierszami.
Mówią przez ust rozgłośnię,
Wolno im marzyc bezlitośnie.

Zakochani,
Nie piszą "KOCHAM" różowymi sprayami.
Uciekają między wersami,
nie dając się ująć słowom.

Zakochani,
Ostrożnie swe serca wychylali
Na ulicę wspomnień i uczuć...
ostrożnie, aby ich nie złamać ani nie potłuc
Jak cenny zabytek z porcelany.

Zakochani,
Raz prawdomówni, raz zakłamani
Najpierw radośni i szczęśliwi
Kierowani pobudkami ślepymi,
Gdy różowe okulary pękają
Stają się niewidomymi.
Cierpią w ogromnej rozpaczy
Z podkulonym ogonem do nas wracają
Przeciągają się leniwie w tłumie,
a my nie możemy ich zobaczyć.

(Izabela Tybuś I„i”)

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzymy Dyrekcji, nauczycielom, pracownikom naszego liceum, a przede wszystkim Wam, drogie koleżanki i drodzy koledzy, najpiękniejszych świąt, niech magia wigilijnego wieczoru przyniesie Wam spokój i radość, niech każda chwila świąt będzie wspaniałym przeżyciem, a Nowy Rok niech obdarzy Was zdrowiem, szczęściem i pomyślnością
Redakcja (uczniowie klasy I„i”,
opiekun merytoryczny prof. B. Burdzy, zamieszczenie na stronie prof. A. Wnuk )